Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 351.
Wydrukuj tę stronę
01 marzec 2018

Czym żyje dziś Turcja? Korespondencja ze Stambułu

Turecka walka z terroryzmem w Syrii

Minął już miesiąc, odkąd Turcja rozpoczęła kolejny rozdział działań militarnych w północnej Syrii – operację „Gałązka oliwna”.

Poprzednia turecka interwencjana terytorium południowego sąsiada, mająca na celu zwalczanie terroryzmu – znana jako „Tarcza Eufratu” (FıratKalkanı Harekâtı; 24 sierpnia 2016 r. – 29 marca 2017 r.)– zakończyła się trwającą do dziś okupacją części syryjskiego terytorium o powierzchni ok. 2 tys. km2 przez Tureckie Siły Zbrojne (TSK) i wspieranych przez nie miejscowych rebeliantów – tzw. Syryjską Wolną Armię (FSA). Wkroczenie TSK do Syrii odniosło jednak strategiczny z tureckiego punktu widzenia sukces, tzn. zapobiegło połączeniu się terenów pod kontrolą zdominowanych przez Kurdów Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) wspieranych przez Stany Zjednoczone w walce z tzw. Państwem Islamskim. To pokazało prawdziwe intencje Turcji, którymi bynajmniej nie było zwalczanie ISIS, lecz przede wszystkim walka z rodzącą się autonomią kurdyjską u liczącej ponad 900 km granicy tureckiej.

Dowodów na to dostarcza nowa operacja militarna, rozpoczęta 20 stycznia br., nazwana przewrotnie „Gałązką oliwną” (Zeytin Dalı Harekâtı). Celem TSK stał się kontrolowany przez Kurdów  tzw. kanton Afrin, a motywem tych działań – walka z terroryzmem. Turcja postrzega bowiem tworzące rdzeń kurdyjskich bojówek Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) i jej skrzydło polityczne – Partię Unii Demokratycznej (PYD) – za ten sam twór, co powszechnie uznawana za organizację terrorystyczną Partia Pracujących Kurdystanu. To właśnie owiana złą sławą separatystyczna PKK odpowiada za ok. 40 tys. ofiar w rozpoczętej w 1984 r. i trwającejniemal 30 lat wojnie domowej w Turcji.Należy jednak zaznaczyć, że kanton Afrin pod kontrolą YPG/PYD, odkąd usamodzielnił się od wpływów rządu centralnego w Damaszku w 2012 r., pozostawał jednym z najbezpieczniejszych regionów trawionej wojną Syrii, który nie wykazywał agresji w stosunku do tureckiego sąsiada zza miedzy. 

 

„Gałązka oliwna” na pierwszych stronach gazet

Podobnie, jak to miało miejsce po nieudanym puczu wojskowym 15 lipca 2016 r., również teraz turecki rząd wykorzystuje nadarzającą się okazję i buduje narrację krytycznego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Ma to na celu skupienie uwagi społeczeństwa na kwestiach jedności narodowej ponad podziałami politycznymi i jednocześnie podsyca nastroje nacjonalistyczne wśród Turków. Odsuwa również na dalszy plan inne problemy, z którymi boryka się kraj.

Operacja „Gałązka oliwna” pociągnęła za sobą już setki ofiar i temat interwencji zdominował debatę publiczną w Turcji. Jest to symptomatyczne i daje możliwość obserwacji, jak wyglądają dziś tureckie media po niemal 16 latach nieprzerwanych rządów AKP – Partii Sprawiedliwości i Rozwoju – pod kierownictwem obecnego prezydenta Republiki Tureckiej Recepa Tayyipa Erdoğana.

Co dzień prasa donosi w podniosłych słowach już o ponad tysiącu „zneutralizowanych” terrorystów – jak określa się zarówno zabitych, jak i rannych oraz ujętych bojowników YPG. Czołówki gazet codziennych Sabah, Milliyet, Akşam czy nawet Hürriyet – podają dane o „rekordowej” liczbie „unieszkodliwionych” terrorystów w procesie „oczyszczania” Afrinu. Pojawiają się także czarno-białe zdjęcia kolejnych bohaterskich Mehmetçików – jak mówi się w zdrobniały sposób o poległych tureckich żołnierzach – męczennikach.

Prorządowa – i prowojenna – narracja obecna jest nie tylko w prasie, na paskach wiadomości telewizorów w stambulskich herbaciarniach, ale i w metrze, na ulicach oraz uniwersytetach. Na uczelnianych holach co krok można spotkać plakaty wyrażające poparcie dla „chwalebnej armii”. I tak uniwersytecki Atatürkowski Klub Dyskusyjny na Uniwersytecie Stambulskim głosi, że „turecka młodzież jest w Afrinie obok Mehmetçików”.

 

Dziennikarstwo i debata w dobie represji

Debata publiczna przybiera obecnie wymiar niemal wyłącznie jednostronny. I bynajmniej nie chodzi tu jedynie o media znane z prorządowych sympatii – ale również o tytuły uchodzące dotąd za rzetelne, często krytyczne wobec władzy. Stały się one bardzo ostrożne w doborze słów. Dziś nie ma już miejsca w prasie na otwartą krytykę działań rządu; nawet zawoalowane komentarze, potępiające między wierszami turecką inwazję na Afrin, mogą grozić aresztowaniem.

Przekonało się o tym także kilkunastu lekarzy z Tureckiego Związku Lekarskiego, którzy zostali zatrzymani za szerzenie „terrorystycznej propagandy”. Prezydent Erdoğan nazwał ich „miłującymi terror zdrajcami” i dodał, że związek ten, skupiający ponad 80 tys. medyków, nie ma odtąd moralnego prawa nazywania się „tureckim”. Aresztowano także ponad 300 osób, które na swoich profilach w mediach społecznościowych wyraziły poparcie dla apelu medyków. Tymczasem głównym przesłaniem podpisanego przez nich oświadczenia, zatytułowanego „Wojna to kwestia zdrowia publicznego”[1], było hasło „Nie dla wojny, pokój natychmiast!”.

Przekaz medialny nie pozostaje bez wpływu na opinię publiczną. Według tureckiego centrum badawczego A&G, 89% Turków popiera interwencję w Syrii[2]. Co więcej, 84% badanych zgadza się z opinią rządu, że YPG/PYD i PKK są w rzeczywistości tą samą organizacją.

Mocnego poparcia prezydenta Erdoğana w kwestii „Oliwnej gałązki” nie są w stanie zburzyć słowa krytyki, na które porywają się niemal jedynie czołowi politycy opozycyjnejLudowej Partii Demokratycznej(HDP), skupiającej się na kwestiach kurdyjskich. „Pojawiają się kłamstwa, nieprawdziwe rzeczy, ale nie zważając na to, my przemy naprzód na naszej drodze![3]” – grzmi Erdoğan. A tymczasem liderzy HDP Selahattin Demirtaş i Figen Yüksekdağ od ponad roku pozostają w areszcie pod zarzutem wspierania terroryzmu.

 

Jaki ma być przekaz? Instrukcje z góry

Europejskiego czytelnika może zdziwić fakt, że rząd Turcji, wciąż formalnie aspirujący do członkostwa w UE, sporządził wytyczne dla dziennikarzy, w jaki sposób mają interpretować wydarzenia mające miejsce w Afrinie i jak informować o nich turecką opinię publiczną. Tuż po rozpoczęciu kampanii militarnej premier Turcji Binali Yıldırım spotkał się z przedstawicielami czołowych tureckich mediów, by przedstawić im 15-punktowąlistę wskazówek.

Dotyczą one głównie konsekwentnego zaznaczania, że turecka interwencja jest wymierzona w terroryzm nie tylko ze strony YPG/PYD/PKK, ale i ISIS – choć w tym regionie ich nie ma. Istotne ma być także podkreślanie, że operacja przykłada szczególną troskę, by unikaćofiar cywilnych. Jednak dochodzenie Human Rights Watch wykazało, że w ciągu zaledwie trzech dni interwencji zginęło co najmniej 26 cywili, w tym 17 dzieci – tureckie media nie wspominają o tych ofiarach[4].Rząd zaleca natomiast dziennikarzom sceptycyzm wobec doniesień z innych źródeł, w tym zwłaszcza do danych podawanych przez PYD[5].

Według HamzyGüla, dziennikarza z wieloletnim doświadczeniem, agencje medialne wprost otrzymują instrukcje z góry, o czym mają pisać i z kim rozmawiać, a „80-milionowy naród trwa w błędnym przekonaniu, że wydarzenia toczą się tak, jak donoszą o tym cztery lub pięć stacji”[6].    Doprowadza to do absurdalnej sytuacji, w której wielu tureckich dziennikarzy zaniechało korespondencji z linii frontu, a rzetelne informacje można uzyskać jedynie ze źródeł zagranicznych. Erol Önderoğlu z Reporters Without Borders twierdzi, że obecny stan rzeczy nie sprzyja wolności słowa i uczciwej debacie nt. działań Turcji, a raczej tworzy „klimat, w którym wszyscy wspierają wojnę i operację”. Według niego „żałosny” stan tureckiego dziennikarstwa, który widzimyzwłaszcza w kwestii Afrinu, „nie może być zdrowy dla społeczeństwa”.

 

Jakie perspektywy?

Wydaje się, że w najbliższym czasie represje wobec niepokornych dziennikarzy mogą się nasilać.  Podobnie medialny przekaz będzie coraz bardziej pochlebny dla działań rządu. Nie można bowiem mieć złudzeń, że zamykanie pism – jak Zaman – iosadzanie w areszcie kolejnych dziennikarzy i dysydentów na podstawie wysuwanych lekką ręką oskarżeń o powiązanie albo z propagandą terrorystyczną, albo z puczystami-Gülenistami nagle się zatrzyma.Prognozy te potwierdzaranking World Justice Project 2017-2018 , w którym Turcja właśnie odnotowała spadek na 101. miejsce na 113 badanych państw w kwestii przestrzegania zasad państwa prawa[7].

Prezydent Erdoğan przynajmniej do 19 kwietnia br. będzie posiadać dodatkowe prerogatywy do rządzenia krajem na podstawie dekretów – co wynika z szóstego już wydłużenia stanu wyjątkowego po nieudanej próbie wojskowego zamachu stanu z 2016 r. Zaś na listopad 2019 r. przewidywane są wybory prezydenckie, które w ostateczny sposób mają przypieczętować jego niepodzielną władzę. Wtedy to bowiem w pełni zacznie obowiązywać system prezydencki, w którym rola parlamentu w procesach decyzyjnych zostanie ograniczona do minimum, a funkcję premiera przejmie prezydent. Trudno oczekiwać, by Erdoğan nie wykorzystał swojego rosnącego wpływu na media i wynikających z niego nastrojów społecznych w zbliżającej się kampanii wyborczej. 

(FMM)

 

[1]http://www.hurriyetdailynews.com/detained-turkish-medical-association-head-defends-anti-war-statement-126691

[2]http://www.hurriyetdailynews.com/nearly-90-percent-of-turkish-citizens-support-cross-border-operation-in-syria-survey-127594

[3]http://www.milliyet.com.tr/yola-devam--siyaset-2615277/

[4]http://theregion.org/m/article/12893-hrw-confirms-turkey-is-killing-civilians-in-afrin

[5] https://www.evrensel.net/amp/343819/yildirimdan-medyaya-15-maddelik-afrin-talimati

[6]https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/02/turkey-syria-turkish-media-fails-afrin-test.html

[7] https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/02/turkey-erdogan-jailing-journalists-policy-lucrative-results.html

Artykuły powiązane