Wydrukuj tę stronę
23 grudzień 2018

Rozmowa z Ambasadorem Tomaszem Orłowskim

Rozmowa z Ambasadorem Tomaszem Orłowskim przeprowadzona przez Paulinę Brożyniak, członkinię Forum Młodych Dyplomatów w Trójmieście (Wydział Nauk Społecznych, Uniwersytet Gdański), 30.11.2018 r. 

- Panie Ambasadorze, proszę powiedzieć Młodym Dyplomatom, na co powinni zwrócić uwagę przygotowując się do przyszłej pracy dyplomatycznej?


- Może zacznę od samego pojęcia dyplomacja - dyplomacja twórczo realizuje politykę zagraniczną, nie tworzy jej, to jest zadanie polityki. Można porównać dyplomację do sztuki. Podkreślę, że do zadań dyplomaty należy: negocjowanie, informowanie i ochrona interesu państwa oraz jego współobywateli. Należy pamiętać o tych elementach przygotowując się do dalszej pracy dyplomatycznej. Dla mnie dyplomata to zawód z powołania, dobry dyplomata ma w sobie poczucie misji, jaka została mu powierzona. To jest zawód zaufania publicznego, a na zaufanie trzeba zapracować. Dyplomata powinien charakteryzować się wysoką wiarygodnością, a nie wywyższać się ponad innych. On sam kreuje swój wizerunek, tworzy wokół siebie pewnego rodzaju przyjazną aurę, która ma pomóc mu w odpowiednim komunikowaniu się, w podtrzymywaniu, jak i nawiązywaniu nowych kontaktów.


Dyplomacja ma wymiar społeczny, sieć kontaktów jest tutaj kluczowa. Przykładowo, kiedy w roku 1993 przyjechał do Polski prezydent Rosji Borys Jelcyn na spotkanie z Prezydentem Lechem Wałęsą, by omówić kwestię stosunku Rosji do przystąpienia Polski do NATO. Spotkanie zakończyło się sukcesem dla Polski, gdyż po napiętych rozmowach strona rosyjska podpisała komunikat aprobujący przystąpienie swojego zachodniego sąsiada do NATO. Jednak po powrocie do ojczyzny, Borys Jelcyn pod wpływem nacisków politycznych, skierował list o diametralnie przeciwnej treści do głównych przywódców zachodnich, tłumaczący, że wcześniejszy komunikat powstał pod naciskiem władz polskich. Tego listu oczywiście strona polska nie otrzymała. Natomiast dzięki dobrym relacjom ze stroną francuską, udało mi się otrzymać kopię tego dokumentu. Francja wyszła z założenia, iż skoro ten dokument nas dotyczy, to powinniśmy mieć do niego dostęp. Tym sposobem, dzięki wzajemnemu zaufaniu polsko-francuskiemu rząd polski wszedł w posiadanie tak ważnego dla nas dokumentu.


Wracając do Pani pytania, dyplomaci powinni być szczególnie ciekawi świata, otwarci na nowe, odmienne kultury oraz umieć dostosować się do zmieniających się warunków pracy, bym powiedział nawet życia, gdyż zmieniając wraz z rodziną placówkę, zmienia się swoją dotychczasową codzienność, przyzwyczajenia. Uważam również, że mobilność staje się coraz ważniejszą cechą w przyszłej pracy, to znaczy umiejętność dostosowania się pracownika do zmieniających się wymagań. Mam na myśli różnego rodzaju szkolenia uzupełniające lub wręcz przekwalifikujące pracownika. Oczywiście, dyplomata to osoba dobrze wykształcona, posiadająca wielodyscyplinarną wiedzę o świecie oraz znająca języki obce. Bardzo ważna w tym zawodzie jest umiejętność argumentacji swoich racji, współpracy i radzenia sobie ze stresem. Na przykład przy rekrutacji do Akademii Dyplomatycznej, grupa psychologów bada umiejętności kandydatów w tym zakresie.


Istotnym elementem w życiu dyplomaty jest również praca w zgodzie z samym sobą. Pozostanie wiernym swoim wartościom, co wymaga odwagi i pewności siebie. Trzeba umieć konstruktywnie przedstawić swoje zdanie przełożonemu, w odpowiednim momencie powiedzieć mu “nie”. Decydując się na tą ścieżkę zawodową, należy pamiętać, że jest to zawód pełen codziennych wyzwań, odpowiedzialna praca przez całą dobę. Z pewnością nie mieszcząca się w stałym wymiarze godzin z wolnymi popołudniami, trzeba być na to przygotowanym. Jednak jest to praca bogata w nowe doświadczenia, osobiście czerpię z niej dużo przyjemności. Gdybym miał wybierać jeszcze raz, bez chwili zawahania zdecydowałbym się na taką samą ścieżkę kariery.

 

- Wskazał Pan Ambasador umiejętności potrzebne do pracy w dyplomacji, o czym powinno się pamiętać wchodząc na tę drogę zawodową ?


- Dyplomaci powinni tak reprezentować kraj, żeby tworzyć jak najlepszy wizerunek państwa. Oznacza to, że będąc dyplomatą nie wolno zapominać, w żadnym momencie, że jest się reprezentantem kraju. Nie powinno to brzmieć jako puste słowa, to powinno się w każdej chwili przeżywać. Czasami jest tak, że w towarzystwie podczas rozmowy, pada pytanie: “A co Polska o tym powie?” - zwracając się do dyplomaty. W tym momencie proszę zdać sobie sprawę, że Polska to ja, i to poczucie powinno być naszym wiecznym drogowskazem. Musimy wszystkim, co sobą stanowimy, najlepiej świadczyć o naszej ojczyźnie. Tym jak jesteśmy wykształceni, tak jak potrafimy się zachować, tak jak potrafimy zachować zimną krew i argumentować na rzecz tego, co o Polsce mamy do powiedzenia, tak jak potrafimy pokazać, że kochamy tę Polskę, nie w sztampowy sposób, bez wywyższania się wśród innych. Samym sobą musimy pokazywać, że bycie Polakiem to powód do dumy, a dla innych do podziwu.

 

- Pięknie Pan Ambasador to ujął, myślę, że każdy powinien wziąć sobie te słowa do serca. Przejdźmy do następnego pytania, proszę powiedzieć, co według Pana Ambasadora jest mocną stroną Polski w budowaniu relacji międzynarodowych?


- Wśród innych państw wyróżniamy się rozpoznawalnością naszej tożsamości. Polska jest krajem, co do którego ludzie nie mają cienia wątpliwości, że jesteśmy starym narodem z wielką kulturą, i z trudną historią. Z pewnością państwem z wielkim potencjałem, z wkładem nie tylko do polityki światowej, a w szerszym znaczeniu do współczesnego świata, myślę wtedy o takich przesłaniach jak Solidarność, papież Jan Paweł II. Bardzo mnie męczy, kiedy ludzie mówią „nasz Papież”. Jeśli „nasz Papież” to znaczy wszystkich ludzi na świecie, a nie tylko Polaków. Nie powinno się zawężać pamięci o Wielkim Papieżu Polaku, gdyż w ten sposób umniejsza się pamięć o Nim i nie jest się wiernym jego przesłaniom. Państwo liczy się wtedy, kiedy potrafi dzielić się tym, co ma, tym co osiągnęło, a nie bierze tylko dla siebie. Polacy z tego punktu widzenia są znani od zawsze. Jesteśmy uważani za naród, który oferuje się innym, jak na przykład pomagając w walce o niepodległość m.in. Amerykanom i Francuzom. W każdej wojnie byli Polacy, walczyliśmy u boku Ukraińców, Gruzinów, broniliśmy wspólnej Europy pod Wiedniem, pod Warną, zdobywaliśmy Monte Cassino. Raz zapytano mnie, co robili Polacy pod Monte Cassino, byli najemnikami? Takie sytuacje dowodzą, że cały czas musimy tłumaczyć naszą historię. Puentując, mamy w sobie potencjał, który musi być dobrze wykorzystywany.

 

- Z tego wniosek, że powinniśmy, nie zapominając o trudnej historii, budować współczesne relacje międzynarodowe na zasadzie współpracy?


- Wie Pani, jeśli mam poczucie, że czegoś nie zdążyłem zrobić, to nie udało mi się, po uzyskaniu wszystkich stosownych zgód, wspólnie złożyć kwiatów razem z moją koleżanką Ambasador Niemiec na Monte Cassino i pójść również na groby niemieckich żołnierzy. Uważam, że po tylu
latach historii jednym i drugim należy się wzajemność i szacunek. Jak powiedział kiedyś Prezydent Francji Nicolas Sarkozy: “Dzieci niemieckich żołnierzy również opłakiwały śmierć swoich ojców”. Historia musi służyć przyszłości, a nie odwracać naszą przyszłość.

 

- Historia ma za zadanie uczyć życia, żeby nie popełniać tych samych błędów?


- Od razu Pani odpowiadam, że tego Pani nie osiągnie, to już wiemy od 2000 lat. Wprawdzie Arystoteles mawiał: „Historia jest nauczycielką życia”, ale rzadko korzystano z jego mądrości. Natomiast z całą pewnością historią można się posłużyć, ku lepszej przyszłości.


- Dochodzę do wniosku, że trudne zadanie stoi przed dyplomatą, ciąży na nim duża odpowiedzialność.


- To prawda, dyplomata to nie jest prosty zawód. Wie Pani, dobre wykonywanie zawodu to ogólne pojęcie. Lekarz może być przeciętny albo genialny, jeden ma dobra rękę jako operator, a drugiemu nie powierzyłoby się ludzkiego życia. Podobne adwokat, może on oczarować sale swym
krasomówstwem albo też klepać banały. W każdym zawodzie znajdziemy podobną zależność. Może z tą różnicą, że dużo trudniej jest znaleźć spisaną listę obowiązków, które do dyplomaty należą, to się bardziej czuje. Ktoś by powiedział, że podobnie jest u artysty. Nie można zostać dobrym artystą, albo się nim jest, albo nie. Powiedziałby, że zawód dyplomaty to bardziej kwestia wyczucia.

 

- Jeżeli dobrze rozumiem, to intuicja odgrywa w tym momencie znaczącą rolę?


- Tak, zajmuje ona olbrzymie miejsce w dyplomacji. Chociażby intuicja, czy się znalazło w przededniu ważnego wydarzenia, intuicja w umiejętności odpowiedzi na pytanie, co w tej chwili jest ważne. Wie Pani, jestem w tej chwili przekonany i o tym coraz częściej mówię, że łatwość dostępu do informacji odbiera nam możliwość zbadania danej informacji. Dostanie Pani 10 tysięcy stron do przeczytania, które Pani przeczyta, a w tym samym czasie pojawi się nowe 3 tysiące, których Pani już nie przeczyta. W związku z tym nie można zakładać, że z każdym tekstem się zapoznamy, tym bardziej, że jest stały przyrost. Czytam również opinie badaczy z zakresu stosunków międzynarodowych na ten temat. Mianowicie, w naszych czasach coraz większym atutem będzie intuicja doświadczonych dyplomatów. Intuicja takich, którzy wyczują nastroje obecne w danym kraju. W ostatnią noc przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. rozmawiałem z Ambasadorem amerykańskim, który był demokratą. On mi powiedział: „Hilary Clinton ma 7 % przewagi ale ja myślę, że będzie miała 12 procent”. Czy można się aż tak pomylić, tak błędnie wyczuć nastroje w swoim państwie?


- Myślę, że ciekawym pytaniem dla młodych wiążących swoją przyszłość z dyplomacją, jest pytanie dotyczące trudności, jakie mogą się pojawić w karierze zawodowej dyplomaty.


- Powiem Pani tak, jest kilka rodzajów trudności. Trudnością może być przyzwyczajenie się do tego, że należy zawsze mówić swoim przełożonym to, co się myśli, a nie tylko to, co inny by chcieli usłyszeć. Pojawią się sytuacje, w których będzie trzeba powiedzieć “nie” i jasno przyznać, iż uważa się to za błąd. Do takiej postawy trzeba mieć odwagę i pewność, że się wie, co się mówi. Zawsze daje za wzór George Kennan’a, dyplomaty amerykańskiego po II wojnie światowej. Korzystając z nieobecności swojego ambasadora, który zajmował bardzo ugodowe stanowisko wobec Stalina, napisał on długi telegram do Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych, który zmienił politykę tego państwa wobec ZSRR. George Kennan miał odwagę przeciwstawić się obowiązującej linii i wyjaśnić głębokie podstawy imperialnej i agresywnej polityki sowieckiej. Depesza dotarła do sekretarza stanu, który zainteresował ją Prezydenta Trumana. To zdarzenie diametralnie zmieniło postawę USA do Związku Sowieckiego. Widzi Pani, czasem to wyjście z prawdą, to najważniejsze, co my dyplomacji możemy zrobić, co jest istotą naszej pracy. Może się okazać, że dzięki Pani pracy, dzięki Pani umiejętnościom wyrażenia swojego zdania, rządzący zdecydują się przyjąć Pani rekomendacje, a nawet zmienią politykę zagraniczną państwa. Można powiedzieć, że ciężar odpowiedzialności pracy dyplomaty polega na sztuce przekazywania informacji. Pamiętam, byłem pierwszym, który poinformował ministra Sikorskiego o porozumieniu przywódców głównych państw Zachodu, odmawiających poparcia jego kandydaturze na sekretarza generalnego NATO. Pomimo, iż pewnie nie był prywatnie szczęśliwy, to mi potem za to podziękował. Na tym polega moja praca.

 

- Przejdziemy do ostatniego pytania, trochę bardziej osobistego. Kto Pana zainspirował, skąd pomysł na zostanie dyplomatą?


- Kiedy byłem dzieckiem, oglądałem kabaret Starszych Panów. Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski zagrali w filmie pt. Upał. Reżyser Kazimierz Kutz zrobił surrealistyczną komedię o pladze tropikalnego upału, który spadł na naszą stolicę. Nawet rząd opuścił Warszawę z powodu niemożliwego gorąca i powierzył Starszym Panom kierowanie państwem. Niespodziewanie do stolicy przyjechał niezapowiedziany ambasador z egzotycznego państwa, którego przez nieobecność władz zapomniano powitać tworząc incydent dyplomatyczny, który Starsi Panowie z taktem i oddaniem rozwiązali. Zobaczyłem tego ambasadora i wzbudziło się we mnie pragnienie, żeby właśnie zostać ambasadorem. Prawdę mówiąc, potem zdążyłem kilka razy o tym zapomnieć. Następnie w 1989 r. minister Skubiszewski zdecydował zmienić wizerunek polskiej dyplomacji. Postanowił, że ważniejsze jest mieć ludzi nie z fachowym wykształceniem, tylko z ogólnym, szerokim spojrzeniem na świat. Służba z czasów PRL-u potrafiła być technicznie sprawna, ale niekoniecznie służyła tym samym wartościom i ideałom.

 

- Dziękuję bardzo, Panu Ambasadorowi za poświęcony czas i mądre, życiowe porady dla przyszłych dyplomatów. Wszystko, czym się Pan z nami podzielił jest bardzo interesujące i pouczające.


- Dziękuję również i życzę wszystkim powodzenia w dalszej drodze zawodowej.