Wydrukuj tę stronę
10 styczeń 2017

Symbioza czy izolacja? Obraz nastrojów „dzisiejszej” Holandii

Holandia znajduje się w pierwszej dziesiątce najbogatszych państw UE. Nic więc dziwnego, że imigranci upatrują w nim szansy na poprawę warunków życia. Jest to kraj, w którym ok. 20 proc ludności stanowią mieszkańcy napływowi. Można wyodrębnić tutaj dwie dominujące grupy: ludność przybywającą z Zachodu (Niemcy, Amerykanie) oraz ludność „niezachodnią”, której przeważającą liczbę stanowią Turcy i Marokańczycy.

Polityka państwa wobec imigrantów charakteryzowała się dużą liberalnością. Nie było żadnych trudności odnośnie otrzymania zasiłków, dostępu do zatrudnienia, czy sprowadzenia małżonków do nowej ojczyzny. Czas przeszły nie jest jednak przypadkowy. W Holandii bowiem dostrzegalna staje się charakterystyczna dla państw europejskich tendencja nacjonalistyczna. Pierwszym sygnałem było niewątpliwie referendum przeprowadzone w kwietniu 2016r, w którym 61 proc. wyborców opowiedziało się przeciwko umowie stowarzyszeniowej z Ukrainą. Referendum było wiążące, ponieważ frekwencja wynosiła powyżej 30 proc. Natomiast w czerwcu, gdy „Brexit” stał się faktem Geert Wilders szef holenderskiej eurosceptycznej Partii Wolności (Partij voor de Vrijheid, PVV) zapowiedział, że konieczne jest przeprowadzenie podobnego do brytyjskiego referendum dotyczącego pozostania Holandii w UE. Wilders wielokrotnie stawał przed sądem w sprawach „mowy nienawiści”. Jego ostatni proces w grudniu 2015 r. został wytoczony po publicznym zapytaniu skierowanym do Holendrów – „Czy chcecie więcej czy mniej Marokańczyków w Holandii?”. Szef PVV nie ukrywa swojej niechęci do wciąż zwiększającej się liczby imigrantów. Faktem jest, że ludność napływowa nie dąży do asymilacji z resztą społeczeństwa. Zamieszkują konkretne dzielnice, które niestety charakteryzują się zakłócaniem porządku i brakiem poczucia bezpieczeństwa innych mieszkańców. W pamięci obywateli pozostają skraje przypadki jak głośna sprawa morderstwa reżysera Theo van Goghu przez radykalnego muzułmanina, któremu nie spodobał się wykreowany w filmie obraz nic nieznaczącej pozycji kobiet w kulturze islamu. Partia Wolności bazując, więc na nastrojach społecznych wygłasza populistyczne hasła, zaostrzając emocje , a tym samym zdobywając pozycję najbardziej popularnej partii w kraju. Dodatkowo w Holandii bez echa nie pozostaje również kwestia puczu, który miał miejsce w Turcji w nocy z 15 na 16 lipca 2016r. Nieudany pucz wojskowy spowodował wzrost napięcia na linii- Erdogan- Gülen. Prezydent Turcji zarzucił Fetullahowi Gülenowi (lider Ruchu Gülena) wsparcie przewrotu wojskowego, który miał na celu obalenie demokratycznie wybranego rządu. Wydarzenie mogłoby się wydawać sprawą czysto wewnętrzną Turcji. Jednak należy uwzględnić liczbę Turków zamieszkujących Holandię oraz ich zróżnicowane poglądy polityczne. Jak podaje holenderski dziennik „Volksrant” zwolennicy F. Gülena mieszkający w Holandii spotykają się z licznym groźbami ze strony Turków popierających prezydenta Erdogana. Sprawa jest na tyle poważna, że głos zabrali zarówno Sadik Arslan ( ambasador Turcji w Holandii) jak i premier Holandii – Mark Rutte. Ambasador jasno wyraził wolę państwa do zwalczania ugrupowań popierających Gülena również poza granicami Turcji. Rutte natomiast zapowiedział, że podobne groźby nie będą w Holandii tolerowane „Holandia jest państwem prawa, w którym nie skazuje się ludzi za ich poglądy i sposób myślenia, lecz za ich czyny.” Przedstawiając w tych kilku zdaniach nastroje „rdzennych” Holendrów i napięcia między imigrantami, należy spodziewać się coraz większej popularności partii głoszących hasła antyemigranckie i antyunijne, co może być pierwszym krokiem do „Hollexitu”.

Julia Grzybowska