Wydrukuj tę stronę
01 listopad 2020

Wybory prezydenckie w Mołdawii

 

Dzisiaj odbywają się wybory prezydenckie w Mołdawii. Poprzedził je długi ciąg wydarzeń, który może w dużym stopniu wpłynąć na to, jak obywatele Mołdawii zagłosują na najważniejszych kandydatów o diametralnie różnych poglądach na politykę zagraniczną i podejściach do polityki wewnętrznej.

Ażeby pokazać państwu obraz aktualnej sceny politycznej, w tym małym i pozornie nieinteresującym kraju, przedstawimy odrobinę historii, rozpoczynając od 2009 roku.

 

W 2009 roku, po dojściu do władzy Sojuszu na rzecz Integracji Europejskiej wyłonił się pierwszy mołdawski oligarcha, Vlad Plahotniuc – faktyczny przywódca tego ruchu. Zaczął, wraz z kolegami w ramach tego utworzonego doraźnie ugrupowania, obsadzać aparat państwowy.

 

W 2014 r. natomiast miała miejsce wygrana pół na pół ugrupowań prorosyjskich z tylko nominalnie proeuropejskimi siłami Plahotniuc'a.

 

W październiku 2015 r. roku Plahotniuc zdołał usunąć otoczenie konkurencyjne w polityce, stanąć na czele wszystkich sił, które formułowały "Sojusz..."  i skupił większość zasobów w kraju w swoich rękach. Od tego czasu mianowany był najbardziej wpływową i najbogatszą postacią w państwie. W dalszym ciągu wydarzeń Plahotniuc utworzył rząd, który cieszył się zaledwie 2-procentowym poparciem wśród ludności Mołdawii, przez co motywował opozycję do mobilizacji.

 

W 2016 r. odbyły się pierwsze bezpośrednie wybory po uchyleniu ustawy z 2000 roku według której prezydenta miała wybierać większość parlamentarna. Głównymi kandydatami byli Maia Sandu, reprezentująca nowo założoną partię proeuropejską PAS, oraz Igor Dodon nie należący do żadnej partii ale rzeczywiście stojący na czele partii socjalistów. Dodon wygrał z 4 procentową przewagą.

 

20 stycznia 2016 r. miało miejsce utworzenie Rządu przez zaufanego wspólnika Plahotniuc'a. W tym momencie klan Plahotniuc'a uzyskał kontrolę nad służbami celnymi i większością aparatu państwowego.

 

W lutym 2019 r. odbyły się wybory parlamentarne. W owych wyborach liczącą się liczbę głosów uzyskały 3 partie: PSRM (prorosyjscy socjaliści), PDM (nominalnie proeuropejscy członkowie klanu Plahotniuc'a) i ACUM (proeuropejskie siły). Przewagę otrzymali jednak socjaliści.

 

Czerwiec 2019 r. przyniósł pewne zmiany w polityce zagranicznej. Działalność Plahotniuca już od dłuższego czasu nie podobała się zarówno Wschodowi, jak i Zachodowi. Na początku 2019 roku zapadła decyzja o jego usunięciu, prawdopodobnie podczas wizyty honorowych przedstawicieli Rosji, USA oraz UE w Kiszyniowie. Został powołany nowy rząd z Maią Sandu na czele, który miał odsunąć Plahotniuc'a od władzy i przeprowadzić, na ile to możliwe, deoligarchizację państwowych struktur. Cel został osiągnięty, ale podporządkowany Mai Sandu Rząd przeprowadzał dalsze reformy, co nie spodobało się socjalistom, przez co koalicja została rozwiązana.

 

Od listopada 2019 r. mają miejsce rządy socjalistów. Po rozwiązaniu koalicji ACUM z PSRM powstał Rząd, który faktycznie był podporządkowany w całości Dodonowi z partii socjalistów. Wotum zaufania nowemu rządowi udzielili posłowie PSRM i PDM. Socjaliści, korzystając ze wsparcia chwiejnego PDM, nie stanowią stabilnej większości w parlamencie. Jedynym powodem, dla którego PDM udzielił im poparcia to strach przed „rozliczeniem” ich z przeszłości, kiedy to działali pod Plahotniukiem.

 

Socjaliści wraz z PDM z powodów oczywistych nie są zwolennikami wprowadzenia znaczących zmian ustrojowych oraz reform wymaganych przez UE. Członkowie obu partii są głęboko skorumpowani i wolą, żeby obecny stan rzeczy trwał dalej. Podejmowane są jedynie pozorne działania wprowadzania reform, tak aby zachować chociaż część zachodniej pomocy finansowej.

 

Dzisiaj można powiedzieć, że Igor Dodon ma swoje wpływy w Sądzie Konstytucyjnym, Narodowym Centrum Antykorupcyjnym, Służbach Informacji i Bezpieczeństwa, a także w pewnym stopniu w Prokuraturze Generalnej i służbach specjalnych.

 

Wobec nieznacznej wygranej obecnego prezydenta nad Mai Sandu możemy oczekiwać ostrej rywalizacji pomiędzy kandydatami na polu medialnym, jak i politycznym.

 

Warta uwagi jest również sprawa rosyjskiego kredytu. 200 mln euro pożyczki udzielonej przez Rosję wpłynęło do Mołdawskiego budżetu bezpośrednio przed wyborami prezydenckimi. Niewątpliwie celem tego działania jest wsparcie kampanii socjalistów w zbliżających się wyborach. Pokazuje to również jak bardzo Moskwie zależy na utrzymaniu wpływów we Wschodniej Europie. Dokument zatwierdzający przyznanie kredytu zawiera kontrowersyjne wyrażenia, które nakłaniają Mołdawię do zbytnich zależności wobec Rosji. Mimo tego, że większość wsparcia finansowego udzielają Mołdawii instytucje zachodnie, rosyjskie wsparcie ekonomiczne ma najlepszy PR w mołdawskiej opinii publicznej, a dzieje się tak za sprawą mediów powiązanych z PDM i PSRM, które zdominowały przestrzeń medialną.

 

Czego można oczekiwać od kandydatów na prezydenta w razie objęcia przez nich urzędu?

 

Maia Sandu jest nastawiona na zacieśnienie stosunków z UE oraz poprawieniem relacji z sąsiadami takimi jak Rumunia i Ukraina. Twierdzi, że nadal będzie odbudowywać instytucje państwowe, które pogrążają się w administracyjnym chaosie za sprawą urzędowania socjalistów i PDM. Agituje również za oczyszczeniem władz Mołdawii od korupcji, wspieraniu reform i procesów demokratyzacji. Jest nastawiona na zwalczanie układów oligarchicznych i partyjnych socjalistów oraz klanu Plahotniuca.

 

Igor Dodon natomiast nie odwiedził ani Rumunii, ani Ukrainy od czasu swojej elekcji w 2016 roku. Otwarcie faworyzuje swoje połączenia z władzami w Moskwie. Socjaliści starają się mobilizować swój elektorat poprzez zastraszanie społeczeństwa twierdzeniami typu "sprzedania się zachodowi" itd. Podczas jego ewentualnej drugiej kadencji Rosja będzie aktywnie wykorzystywać Mołdawię jako instrument prowadzenia polityki w tym obszarze. Nadal będzie postępowało rozszerzanie wpływów prorosyjskich w instytucjach państwowych.

 

W zeszłych wyborach Maia Sandu i Igor Dodon cieszyli się bardzo podobnym poparciem. Wynik dzisiejszych wyborów nie jest przesądzony. Różnica w głosach ponownie może być niewielka.

 

Autor – Michał Ścibor

Redakcja – Anatol Jaśkowiec

 

Artykuły powiązane