Wydrukuj tę stronę
15 maj 2019

Filipińskie ‘midterms’ plebiscytem poparcia dla rządów Rodrigo Duterte

W poniedziałek 12.05.br. odbyły się na Filipinach parlamentarne oraz samorządowe wybory środka kadencji. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych są one okazją do zweryfikowania dotychczasowej polityki prezydenta na półmetku jego nieodnawialnego 6-letniego urzędu. Po podliczeniu głosów ze wszystkich okręgów można z całą pewnością stwierdzić, że Filipińczycy po 3 latach rządów Rodrigo Duterte stoją za nim murem, gwarantując jego zwolennikom większość konstytucyjną zarówno w Izbie Reprezentantów jak i w Senacie.

Czy cel uświęca środki?

O prezydenturze Duterte w zachodnich mediach najczęściej słychać, gdy powie coś kontrowersyjnego, co zdarza mu się wcale nie rzadziej niż znanemu w tej kwestii Donaldowi Trumpowi. Wśród najgłośniejszych spraw warto wymienić nazwanie s***synami swoich zagranicznych krytyków jak Barack Obama czy papież Franciszek, usprawiedliwienie częstych gwałtów dużą ilością pięknych kobiet oraz stwierdzanie, że skoro Hitler był w stanie zabić 3 miliony Żydów w trakcie II Wojny Światowej, to on również nie widzi problemu, by wymordować 3 miliony narkomanów na Filipinach.

W 2016 wygrał kampanię wyborczą wypowiadając wojnę narkotykom od których uzależnienie stanowi poważny problem w wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej i jest to wojna totalna. Duterte zezwolił policji na strzelanie do dilerów, którzy będą stawiać opór. Według oficjalnych rządowych statystyk wskutek pozasądowych policyjnych egzekucji, od 2016 roku z życiem pożegnało się ponad 5 tysięcy narkotykowych gangsterów. Organizacje międzynarodowe z kolei alarmują o co najmniej kilkunastu tysiącach zamordowanych istnień ludzkich bez odpowiedniego procesu i wyroku. Spotyka się to z ogromną krytyką zagraniczną, która jednak wcale nie wzrusza Duterte. Argumentuje, że jego prezydentury nie będą rozliczać przywódcy innych państw, tylko przyszłe, wolne od narkotyków pokolenia Filipińczyków.

Duterte chcąc osiągnąć swój cel nie przebiera w środkach i oczekuje natychmiastowych efektów. Będąc jeszcze burmistrzem Davao stwierdził na przykład, że na ulicach miasta za dużo jest bezpańskich psów i kotów roznoszących epidemie i choroby. Obywatelom zalecił schowanie swoich pupili w domu, a policji rozkazał jednego dnia przejść przez ulice i wystrzelać wszystkie błąkające się samotnie czworonogi.

Filipińczycy murem za Duterte

Sondaże przedwyborcze zapowiadały wynik w okolicach 74% dla kandydatów popieranych przez Duterte i jego partię PDP-Laban (Filipińska Partia Demokratyczna – Siła Obywateli). Choć prezydent sam nie startował, to nie przeszkadzało mu to publicznie występować z kandydatami i wspierać ich na plakatach wyborczych. W efekcie politycy z nim utożsamiani zajmą co najmniej 245 z 297 mandatów w Izbie Reprezentantów.

Wojna z narkotykami to nie jedyny problem, na którym Rodrigo Duterte zbudował swój wizerunek. Jego program buildbuildbuild zakłada wielkie inwestycje w rozwój infrastruktury krajowej. Manila to jedna z najbardziej zakorkowanych i zanieczyszczonych stolic świata, a żadne z 5 ponadmilionowych miast nie dysponuje metrem, siecią tramwajową lub kolejką podmiejską. Tym większe wrażenie robią widoczne w całym kraju projekty sygnowane rządowym szyldem. Dostrzegając możliwości skorzystania na narastającej ekspansji międzynarodowej Chińskiej Republiki Ludowej, Duterte stara się przyciągać do swojego kraju fundusze płynące z Państwa Środka. Obawiając się jednak narastających napięć na Morzu Południowochińskim oraz coraz śmielszych prowokacji Chińskiej Armii Narodowo-Wyzwoleńczej (ta opłynęła niedawno łodziami podwodnymi wybrzeża wyspy Luzon, nazywając podwodne struktury chińskimi nazwami) wiąże swoje bezpieczeństwo ze Stanami Zjednoczonymi, przeprowadzając z nimi kolejne ćwiczenia i deklarując zobowiązania będąc tak zwanym głównym sojusznikiem USA poza NATO (major non-NATO allies).

Według projekcji ONZ, Filipiny w 2050 będą 12. najludniejszym krajem świata z ponad 150 milionami mieszkańców oraz znajdą się w grupie 20 największych gospodarek globu. Kraj o takiej randze powinien być niezależny politycznie, dysponować zaawansowaną infrastrukturą oraz rozwiniętym i wyedukowanym społeczeństwem. Jest to znaczne uproszczenie, ale do takich wizji dąży obecnie Duterte, a jego prezydentura utożsamiana jest z wyrównaniem szans i walką z ubóstwem. Widoczne pierwsze efekty i prosty przekaz trafiający do większości społeczeństwa jak na razie wystarcza by Filipińczycy odwzajemnili się wysokim poparciem dla urzędującej głowy państwa.

Przejęcie Senatu i konsolidacja władzy

Dotychczas Senat był ostatnim bastionem rozdrobnionej i niewidocznej opozycji mogącej blokować cześć decyzji kontrowersyjnego prezydenta jedynie w wyższej izbie. W nowym krajobrazie politycznym, gdy PDP przejmie 9 z 12 mandantów, Duterte będzie w stanie przeprowadzić zmiany konstytucji przywracając długo zapowiadaną karę śmierci oraz zwiększając federalizację państwa. Planowane jest również obniżenie podatku od zysków korporacyjnych w celu przyciągnięcia do kraju większej ilości zagranicznego kapitału.

Choć przy obecnej sytuacji politycznej byłoby to możliwe, wygląda na to, że Duterte nie będzie próbował przeforsować zmiany konstytucyjnego zapisu o jednokadencyjności, by móc rządzić po wyborach w 2022. Sam wielokrotnie się już tego wypierał kreując jako następczynię swoją córkę – Sarę Duterte. Ta w poniedziałkowych wyborach zapewniła sobie drugą kadencję na stanowisku burmistrza Davao, które wcześniej piastował jej ojciec. Rodzina Duterte jeszcze bardziej skonsolidowała władzę w największym mieście w dużej mierze muzułmańskiej wyspy Mindanao, gdyż na stanowisko wiceprezydenta został wybrany młodszy syn Rodrigo, a w radzie miasta znajdzie się również jego zięć. Polityczne dynastie nie są na Filipinach niczym nowym. Szacuje się, że w poprzedniej kadencji parlamentu, 75% reprezentantów niższej izby należało do politycznych rodzin.

Filipiny wciąż pamiętają brutalną prezydenturę demokratycznie wybranego Ferdinanda Marcosa (urzędował w latach 1965-1986). W celu utrzymania władzy po ukończeniu drugiej kadencji w 1972 roku rozwiązał parament, wprowadził stan wyjątkowy i przeforsował zmiany w konstytucji zwiększając swoją władzę. Mimo masowych protestów i zamieszek przez następne lata krwawo rozprawiał się z opozycją i fałszował wybory na swoją korzyść. Upadek Marcosa stał się możliwy dopiero, gdy kraj stanął na skraju wojny domowej, której zapobiegło wojsko odwracając się od dyktatora i odsuwając go od władzy.

Jak wyglądają wybory na Filipinach?

W odróżnieniu od wyborów prezydenckich, członkowie parlamentu oraz władz lokalnych wybierani są co 3 lata. W Izbie Reprezentantów zasiada 297 posłów, z czego 238 pochodzi z jednomandatowych okręgów wyborczych, a 59 miejsc zagwarantowanych jest mniejszościom etnicznym wybieranym z list partyjnych. Senat liczy 24 członków na 6-letnich kadencjach z wymienialnością połowy składu co 3 lata. Każdy z 61 milionów uprawnionych do głosowania obywateli mógł wybrać w miniony poniedziałek dwóch kandydatów do niższej izby (jednego z JOW-u i jednego z list partyjnych) oraz 12 wskazanych nazwisk do izby wyższej. W wyborach samorządowych na urzędy burmistrzów, gubernatorów i władz lokalnych do obsadzenia było niemal 18 tysięcy stanowisk. Frekwencja wyborcza zwykle oscyluje w okolicach 75/80%, co oznacza ponad 45 milionów obywateli oddających głosy jednego dnia. Często pójście do urnwyborczych wiąże się z kilkoma godzinami stania w kolejce przed rejestracją. Z tego względu lokalne media w poprzedzających wybory tygodniach rekomendowały przyjście do lokali dużo wcześniej i wzięcie ze sobą napojów oraz prowiantu. W wielu miejscach gdzie rządzą lokalne klany spełnienie obywatelskiego obowiązku jest sporym ryzykiem. Na wyspie Jolo położonej na archipelagu Sulu między Mindanao a Borneo, wojsko zastrzeliło 9 rebeliantów z grupy islamskich terrorystów Abu Sayyaf próbujących utrudnić przeprowadzenie wyborów. W tym roku łącznie odnotowano 43 próby zaburzenia głosowania, co jest uznawane za progres w stosunku do 106 incydentów w 2016 roku.

aut. Tomasz Obremski

***

Artykuły powiązane